Zwierzęta-influencerzy zarabiają więcej niż młodzi po studiach
Rynek pracy po ukończeniu studiów wyższych bywa dla absolutnego absolwenta brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Miesiące wysyłania aplikacji, wieloetapowe rekrutacje i staże, które nierzadko oferują wynagrodzenie bliskie pensji minimalnej, stały się chlebem powszednim dla młodych inżynierów, prawników czy humanistów. Tymczasem w cyfrowym świecie wyrósł równoległy sektor gospodarki, w którym rekordowe dochody generują podmioty niemające pojęcia o istnieniu podatków, dyplomów czy rynku pracy zwierzęta domowe.
Zjawisko znane jako pet-fluent market przestało być zabawnostką z internetowych memów. Stało się dojrzałą gałęzią marketingu, w której czołowi czworonożni twórcy potrafią wygenerować w miesiąc kwoty, na które ich właściciele pracowaliby przez lata.
Cyfrowy rynek warty miliardy
Budżety reklamowe lokowane w tak zwanych pet influencerach rosną w tempie kilkunastu procent rocznie. Globalna wartość platform dedykowanych marce zwierzęcych twórców przekracza już miliard dolarów, a sam rynek produktów i usług dla zwierząt generuje setki miliardów.
Wynika to bezpośrednio z mechanizmów algorytmicznych social mediów oraz psychologii odbiorców:
-
Zaangażowanie (Engagement Rate): Treści ze zwierzętami osiągają od wskaźnika klikalności (CTR) po wskaźnik zaangażowania nawet kilkukrotnie wyższy od tradycyjnych, humanocentrycznych postów modowych czy lifestyle’owych.
-
Absolutna neutralność wizerunkowa: Zwierzę nie wypowie się kontrowersyjnie w kwestiach politycznych ani światopoglądowych. Dla marek globalnych jest to gwarancja bezpiecznego i przewidywalnego lokowania produktu.
-
Szerokie spektrum branż: Pieniądze nie płyną wyłącznie od producentów karm czy zabawek. Psie i kocie gwiazdy promują obecnie branżę motoryzacyjną, wycieczki, aplikacje finansowe czy markową odzież dla ludzi.
Zarobki: czworonogi kontra dyplom wyższej uczelni
Aparaty finansowe stojące za najpopularniejszymi kontami pokazują skalę tej dysproporcji. Brytyjskie golden retrievery Hugo i Huxley przynoszą rocznie około 100 tysięcy funtów (ponad pół miliona złotych) w czystej gotówce z samych współprac reklamowych, do czego dochodzą paczki barterowe wyceniane na dziesiątki tysięcy. Z kolei buldog francuski Solana, dzięki realizowaniu od kilkunastu krótkich nagrań promocyjnych miesięcznie, generuje przychód na poziomie ponad 10 tysięcy złotych miesięcznie.
Dla porównania, młody pracownik po studiach medycznych, technicznych czy ekonomicznych na początku drogi zawodowej zarabia w Polsce średnio od 4,5 do 7 tysięcy złotych na rękę. Pojedynczy, dobrze zakontraktowany post sponsorowany na koncie ze sporym zasięgiem potrafi przynieść od 1500 do nawet kilkunastu tysięcy dolarów – czyli więcej, niż roczne zarobki początkującego magistra w wielu sektorach publicznych.
Praca na pełen etat, ale bez udziału zwierzęcia
Oczywiście za sukcesem każdego kota czy psa stoi wysiłek człowieka – zazwyczaj opiekuna, który formalnie pełni rolę menedżera, fotografa, montażysty i stratega marketingowego. Tworzenie profesjonalnych kreacji wideo (UGC), pisanie scenariuszy i negocjowanie kontraktów z agencjami wymaga realnych kompetencji z zakresu e-commerce i nowych mediów.
Zjawisko to bezlitośnie punktuje jednak strukturę współczesnej gospodarki. W świecie opartym na ekonomii uwagi (attention economy) zdolność przyciągnięcia wzroku internauty na ułamek sekundy bywa wyceniana wyżej niż lata specjalistycznej edukacji i wiedza akademicka.

2 komentarze
pojebane do czego to dochodzi
trzeba było się uczyć za psa influensera